Przejdź do głównej zawartości

#24 Lublin - jest dobrze !!!

Siema!
Runda #24 już za nami - szybko poszło i co najważniejsze - dobrze poszło :)
No, ale po kolei - w dniu przyjęcia nie wiedzieliśmy ile będzie trwać ten pobyt - czy będzie to długi, kończący się w nieskończoność pobyt, a może szybki tomograf komputerowy i do domu.

Badanie odbyło się zadziwiająco punktualnie - zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami o godzinie 13:00 Martyna została wprowadzona do Zakładu Radiologii celem wykonania badania jamy brzusznej - podano kontrast i zaczęło się badanie - nie trzeba było długo czekać, 10 minut i po wszystkim :) Wszystko już tylko zależało od tego co tam pokaże nam wątróbka, ale na to musieliśmy poczekać do następnego dnia, tj. piątku. Od wyniku CT zależało wszystko - to czy prowadzone leczenie zostanie utrzymane, czy będą wprowadzane kolejne leki i na obecną chwile to, jak długo trzeba będzie zostać w klinice.

 Wyniki zabrzmiały strasznie  - potwierdzony naczyniak prawego płata wątroby (ok, zdawaliśmy sobie z tego sprawę), ale dodatkowo wykryto zmianę w wątrobie o charakterze ogniskowego rozrostu guzkowego wątroby...okeeeeej...brzmi co najmniej ciekawie...
Na szczęście jednak okazało się, że nie jest to nic poważnego i możemy wyjść do domu :))) 
Leczenie ww. zmian będzie teraz się opierać na stałej kontroli tego co tam się dzieje z tą wątrobą :) Mało dobrych wiadomości? No, to teraz będzie petarda - kolejny pobyt w Lublinie został zaplanowany dopiero na...18 maja!! Rewelacja, tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że będzie to pobyt jednodniowy, czyli mamy się zgłosić rano o 7 na oddział, wykonywane są badania w trybie przyspieszonym i jeśli wszystko jest w porządku i nie wymaga hospitalizacji to tego samego dnia idzie się do domu :)))
Kurcze, rewelacja - mamy swojego Anioła tam na górze - dzięki Kuba!
Teraz do niedzieli w Lubaczowie (będzie to 12 dzień w domu tego roku) i w poniedziałek do Krakowa - wracamy na rehabilitacje i możemy spokojnie skupić się na ćwiczeniach bez konieczności rozjazdów po klinikach, a wszystkie kontrole będziemy odbywać w poradniach :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Cuda się zdarzają 👶 !!!

Siema! Święta, czas rodzinnych spotkań, życzeń i magicznej atmosfery w tym roku jest dla nas czasem jeszcze bardziej wyjątkowym... Od początku choroby lekarze mając do czynienia z młodą parą podkreślali na każdym możliwym momencie, że ciąża przy takim spustoszeniu organizmu i tak zaawansowanej chorobie jest rzeczą niemożliwą, że niestety, ale coś co jest największym marzeniem Tyny czyli rodzicielstwo się nie spełni, a daleko idące marzenia o dzieciach zostaną jedynie w sferze marzeń...badania prowadzone w kierunku tak tocznia jak i zespołu antyfosfolipidowego nie dawały też w sumie większych nadziei, a jednak...ten świąteczny, magiczny czas zaowocował i u nas - więc oficjalnie mogę powiedzieć - T Y N A  J E S T  W  C I Ą Ż Y !!!
Po tych słowach cokolwiek bym napisał okaże się banałem, będzie zbędne, ale pamiętajcie - NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJCIE, nawet gdy droga do realizacji marzeń jest bardzo daleka i kręta to pamiętajcie, że co by się nie działo - nie poddawajcie się i bądźcie silni..…

Choroba a wygląd...

Siema!
Ostatnio wrzuciłem na fanpage zdjęcie Martyny na którym widać było jak mocno przybrała na wadze przez sterydy w pierwszych miesiącach stosowania, w momentach gdy dawka na porządku dziennym wynosiła 80-100 mg (teraz ich dawka waha się w granicach 8-10 mg)... Zdjęcie z pewnością wielu z Was wprawiło w osłupienie i własnie dlatego chciałbym teraz w tym poście pochylić się nad tym aspektem. Cóż - toczeń sam w sobie z pewnością zmienia wygląd kobiety - zmiany skórne są na tyle wyraźne, że motyl motyla praktycznie zawsze pozna (charakterystyczny rumień na twarzy przypominający motyla). Jednak u Tyny zmiana w wyglądzie na początku nie była wywołana zmianami skórnymi, a konsekwencją przyjmowania olbrzymich dawek sterydów.  W ciągu zaledwie niespełna miesiąca przytyła ponad 15 kilogramów przez co nie czuła się najlepiej, nie tylko przez wygląd, ale i fizycznie gdy przyszło nosić o kilkanaście kilogramów więcej w momencie gdy organizm jest osłabiony... Poniżej prezentuje zdjęcie jak Mart…

Niestety...

Siema...
Od dwóch dni zabieram się do napisania tego posta, niestety co chciałem się "spiąć" i napisać nie udało się, wyłączałem kartę z nowym postem...dziś jednak usiadłem, zebrałem myśli i piszę...
Tydzień temu mieliśmy wizytę u prowadzącego ciąże ginekologa na którą mieliśmy się zgłosić z pełną historią badań wykonanych między wizytami celem ustalenia dalszego leczenia - czy będzie to wymagane w środowisku klinicznym czyli na oddziale aż po rozwiązanie czy też wystarczy w trybie ambulatoryjnym...i tu wspaniała wiadomość - wyniki wzorowe, wystarczy prowadzić ciąże ambulatoryjnie kontrolując ją poza środowiskiem klinicznym ツ
Pozostało już tylko zrobienie rutynowego badania USG i tu kończy się trwająca od dwóch miesięcy idylla...nie wykryto akcji serca, fasolka nie pulsowała jak podczas wcześniejszych badań...lekarz sam nie dowierzał szukając z uporem maniaka akcji serduszka, jednak mimo usilnych prób...bez rezultatu opuścił wzrok oznajmiając coś co po długie lata będzie obij…