Przejdź do głównej zawartości

Tynka - 130 cm czystej warcabowej słodyczy :)

Siema!
Już za miesiąc o tej porze będziemy znać nowych Mistrzów Polski Juniorów w warcabach 100-polowych...hmmm fajnie, ale co to ma wspólnego z Martyną?! 
No, a własnie, że zadziwiająco dużo, zacznę więc może od początku...

Tyna gdy była jeszcze Tynką warcabową cieszyła się rozgrywką - trenowała, główkę sobie łamała, poty z siebie wylewała, kombinacji wciąż szukała, na mistrzostwa polski pojechać chciała (...) - ok, dobra, poniosło mnie, więc już naprawdę do rzeczy ☺
Moja Dama już w wieku 10 lat odniosła wielki sukces w swojej kategorii wiekowej zajmując uwaga - 10 miejsce w Polsce co nie umknęło uwadze lokalnych mediów - zresztą - zobaczcie sami :


Heh, 130 cm zadziornej słodyczy - jak widać od zawsze była urocza ☺

Jestem z Ciebie dumny, naprawdę! Dziś na spotkaniu z Prezesem Związku byłem taki dumny, że paw to przy mnie jest skromny, a jak już mówię o spotkaniu z Prezesem to rozwijam po co ten cały wstęp - 
Podkarpacki Okręg Związku Warcabistów nie zapomniał o swojej wciąż figurującej w rejestrach Członków Polskiego Związku Warcabowego pod numerem #3355 reprezentantce wychodząc z inicjatywą wsparcia Martyny podczas kolejnych Mistrzostw Polski Juniorów, które odbędą się za miesiąc (6-10.IV) w Horyńcu Zdroju - będzie to duże wydarzenie, jesteśmy zaszczyceni tym, że i historia Martyny będzie przy tym wydarzeniu obecna, a propozycja Związku była dla nas olbrzymim zaskoczeniem i wyróżnieniem - dziękuję raz jeszcze i Was wszystkich zapraszam do przyjazdu na mistrzostwa - to jest naprawdę duże wydarzenie w regionie.
Więcej informacji nt. wydarzenia można uzyskać pod adresem http://mpwarc.horyniec.info ♞
A tymczasem cały artykuł z kroniki klubu, którego wycinki można było zobaczyć na górze.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Cuda się zdarzają 👶 !!!

Siema! Święta, czas rodzinnych spotkań, życzeń i magicznej atmosfery w tym roku jest dla nas czasem jeszcze bardziej wyjątkowym... Od początku choroby lekarze mając do czynienia z młodą parą podkreślali na każdym możliwym momencie, że ciąża przy takim spustoszeniu organizmu i tak zaawansowanej chorobie jest rzeczą niemożliwą, że niestety, ale coś co jest największym marzeniem Tyny czyli rodzicielstwo się nie spełni, a daleko idące marzenia o dzieciach zostaną jedynie w sferze marzeń...badania prowadzone w kierunku tak tocznia jak i zespołu antyfosfolipidowego nie dawały też w sumie większych nadziei, a jednak...ten świąteczny, magiczny czas zaowocował i u nas - więc oficjalnie mogę powiedzieć - T Y N A  J E S T  W  C I Ą Ż Y !!!
Po tych słowach cokolwiek bym napisał okaże się banałem, będzie zbędne, ale pamiętajcie - NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJCIE, nawet gdy droga do realizacji marzeń jest bardzo daleka i kręta to pamiętajcie, że co by się nie działo - nie poddawajcie się i bądźcie silni..…

Choroba a wygląd...

Siema!
Ostatnio wrzuciłem na fanpage zdjęcie Martyny na którym widać było jak mocno przybrała na wadze przez sterydy w pierwszych miesiącach stosowania, w momentach gdy dawka na porządku dziennym wynosiła 80-100 mg (teraz ich dawka waha się w granicach 8-10 mg)... Zdjęcie z pewnością wielu z Was wprawiło w osłupienie i własnie dlatego chciałbym teraz w tym poście pochylić się nad tym aspektem. Cóż - toczeń sam w sobie z pewnością zmienia wygląd kobiety - zmiany skórne są na tyle wyraźne, że motyl motyla praktycznie zawsze pozna (charakterystyczny rumień na twarzy przypominający motyla). Jednak u Tyny zmiana w wyglądzie na początku nie była wywołana zmianami skórnymi, a konsekwencją przyjmowania olbrzymich dawek sterydów.  W ciągu zaledwie niespełna miesiąca przytyła ponad 15 kilogramów przez co nie czuła się najlepiej, nie tylko przez wygląd, ale i fizycznie gdy przyszło nosić o kilkanaście kilogramów więcej w momencie gdy organizm jest osłabiony... Poniżej prezentuje zdjęcie jak Mart…

Niestety...

Siema...
Od dwóch dni zabieram się do napisania tego posta, niestety co chciałem się "spiąć" i napisać nie udało się, wyłączałem kartę z nowym postem...dziś jednak usiadłem, zebrałem myśli i piszę...
Tydzień temu mieliśmy wizytę u prowadzącego ciąże ginekologa na którą mieliśmy się zgłosić z pełną historią badań wykonanych między wizytami celem ustalenia dalszego leczenia - czy będzie to wymagane w środowisku klinicznym czyli na oddziale aż po rozwiązanie czy też wystarczy w trybie ambulatoryjnym...i tu wspaniała wiadomość - wyniki wzorowe, wystarczy prowadzić ciąże ambulatoryjnie kontrolując ją poza środowiskiem klinicznym ツ
Pozostało już tylko zrobienie rutynowego badania USG i tu kończy się trwająca od dwóch miesięcy idylla...nie wykryto akcji serca, fasolka nie pulsowała jak podczas wcześniejszych badań...lekarz sam nie dowierzał szukając z uporem maniaka akcji serduszka, jednak mimo usilnych prób...bez rezultatu opuścił wzrok oznajmiając coś co po długie lata będzie obij…