Przejdź do głównej zawartości

Pomoc dla Emilki - pomóż i Ty bo przecież #PomaganieJestFajne ツ


Siema!
Kto ma Facebooka ten mógł już 1 listopada widzieć film zachęcający do pomocy Emilce ツ
Od zawsze chciałem pomagać, a teraz dzięki zasięgowi bloga oraz fanpage mogę dotrzeć do większej ilości odbiorców ツ
Końcem października zgłosiłem się do mojego znajomego spod Bydgoszczy, który kiedyś opisał moją i Martyny historie na swoim fanpage i blogu jednocześnie pomagając (artykuł znajduje się po prawej stornie pod logiem "Restitue").
Łącząc siły chcieliśmy wykorzystać je w dobrym celu czyli pomocy Emilce - wymyśliliśmy więc bardzo spontaniczną akcję polegającą na tym, że napiszemy krótki tekst, a później znajdziemy w gronie swoich znajomych osoby, które po przesłaniu tekstu wyciągnął po prostu swój telefon z kieszeni i nagrają przesłaną kwestie ツ


Jak wyszło? Heh - sprawdźcie sami ツ



Z tego miejsca gorąco dziękuję wszystkim, którzy włączyli się w ten film - co bardzo cieszy, nikogo nie trzeba było prosić ani namawiać - to była bardzo szybka akcja na zasadzie - "Cześć, wpadłem na pomysł by nagrać krótki film, który może pomóc Emilce, pomożesz?" Odpowiedź zawsze była twierdząca mimo, że osoby nawet nie wiedziały jak to będzie wyglądać ツ 
Spontaniczna akcja, mamy nadzieje, że przyniesie zamierzony rezultat ツ

Dziękuję dziewczynkom z Barcina - Emilce i Martynce, Milenie, Cioci Przemka, Przemkowi, który też montował film 🎥 , Jagódce z czadowym pająkiem na policzku, Magdalenie i jej dzieciom - Maciusiowi oraz Michałkowi, który z wieeeelkim przejęciem podszedł do roli skradając wieeele serc ❤ , Mistrzowi Mateuszowi, i oczywiście wspaniałemu duetowi - Marzenie z synem Filipem, który swoim "lajkiem" na koniec filmu oczarował oglądających, a także Agnieszce i Paulinie za przetłumaczenie dialogu na język angielski ツ   


DZIĘKUJĘ wszystkim z całego serca ❤ !

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Cuda się zdarzają 👶 !!!

Siema! Święta, czas rodzinnych spotkań, życzeń i magicznej atmosfery w tym roku jest dla nas czasem jeszcze bardziej wyjątkowym... Od początku choroby lekarze mając do czynienia z młodą parą podkreślali na każdym możliwym momencie, że ciąża przy takim spustoszeniu organizmu i tak zaawansowanej chorobie jest rzeczą niemożliwą, że niestety, ale coś co jest największym marzeniem Tyny czyli rodzicielstwo się nie spełni, a daleko idące marzenia o dzieciach zostaną jedynie w sferze marzeń...badania prowadzone w kierunku tak tocznia jak i zespołu antyfosfolipidowego nie dawały też w sumie większych nadziei, a jednak...ten świąteczny, magiczny czas zaowocował i u nas - więc oficjalnie mogę powiedzieć - T Y N A  J E S T  W  C I Ą Ż Y !!!
Po tych słowach cokolwiek bym napisał okaże się banałem, będzie zbędne, ale pamiętajcie - NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJCIE, nawet gdy droga do realizacji marzeń jest bardzo daleka i kręta to pamiętajcie, że co by się nie działo - nie poddawajcie się i bądźcie silni..…

Choroba a wygląd...

Siema!
Ostatnio wrzuciłem na fanpage zdjęcie Martyny na którym widać było jak mocno przybrała na wadze przez sterydy w pierwszych miesiącach stosowania, w momentach gdy dawka na porządku dziennym wynosiła 80-100 mg (teraz ich dawka waha się w granicach 8-10 mg)... Zdjęcie z pewnością wielu z Was wprawiło w osłupienie i własnie dlatego chciałbym teraz w tym poście pochylić się nad tym aspektem. Cóż - toczeń sam w sobie z pewnością zmienia wygląd kobiety - zmiany skórne są na tyle wyraźne, że motyl motyla praktycznie zawsze pozna (charakterystyczny rumień na twarzy przypominający motyla). Jednak u Tyny zmiana w wyglądzie na początku nie była wywołana zmianami skórnymi, a konsekwencją przyjmowania olbrzymich dawek sterydów.  W ciągu zaledwie niespełna miesiąca przytyła ponad 15 kilogramów przez co nie czuła się najlepiej, nie tylko przez wygląd, ale i fizycznie gdy przyszło nosić o kilkanaście kilogramów więcej w momencie gdy organizm jest osłabiony... Poniżej prezentuje zdjęcie jak Mart…

Niestety...

Siema...
Od dwóch dni zabieram się do napisania tego posta, niestety co chciałem się "spiąć" i napisać nie udało się, wyłączałem kartę z nowym postem...dziś jednak usiadłem, zebrałem myśli i piszę...
Tydzień temu mieliśmy wizytę u prowadzącego ciąże ginekologa na którą mieliśmy się zgłosić z pełną historią badań wykonanych między wizytami celem ustalenia dalszego leczenia - czy będzie to wymagane w środowisku klinicznym czyli na oddziale aż po rozwiązanie czy też wystarczy w trybie ambulatoryjnym...i tu wspaniała wiadomość - wyniki wzorowe, wystarczy prowadzić ciąże ambulatoryjnie kontrolując ją poza środowiskiem klinicznym ツ
Pozostało już tylko zrobienie rutynowego badania USG i tu kończy się trwająca od dwóch miesięcy idylla...nie wykryto akcji serca, fasolka nie pulsowała jak podczas wcześniejszych badań...lekarz sam nie dowierzał szukając z uporem maniaka akcji serduszka, jednak mimo usilnych prób...bez rezultatu opuścił wzrok oznajmiając coś co po długie lata będzie obij…