Przejdź do głównej zawartości

Żegnaj 17, witaj 18!


Siema!
Koniec roku to czas przemyśleń i podsumowań - tak też tradycją lat ubiegłych zakończę i ten rok...ツ
To był dla nas bardzo dobry rok w którym znaleźliśmy czas tak na pracę jak i odpoczynek - służbowo moja pozycja w firmie się ustabilizowała, wdrożyłem się na całego w pracę podjętą pod koniec ubiegłego roku i szczerze powiedziawszy nie widzę się w obecnej chwili w innym miejscu tym bardziej, że obecna praca pozwala mi podzielić obowiązki służbowe z prywatnymi czyli opieką nad Tyną (z tego miejsca ukłon w kierunku Pracodawcy!) 
Zdrowotnie stan Tyny ustabilizował się, można powiedzieć, że od roku choroba jest już w remisji i nie postępuje, a jest to tak naprawdę olbrzymi sukces w tej chorobie bo nie da się jej zatrzymać, a jedynie wstrzymać - podsumowując 2017 - Tyna 1:0 TRU.
Udało nam się odpocząć tak jak najbardziej lubimy czyli aktywnie przemierzając chociażby Polskę wzdłuż jej granicy "celebrując" kolejną rocznicę choroby czy też odbywając półdarmowa wycieczka do Hiszpanii gdzie Tyna mogła wygrzać swoje wiecznie zmarznięte kości przy okazji łamiąc jedną z nich co dziś mimo wielu późniejszych komplikacji wspominamy z uśmiechem na twarzy...ツ.
 Przeżyliśmy kilka bardzo fajnych doświadczeń jak np. zaproszenie do "Pytania na śniadanie" i artykuł w świątecznym wydaniu Newsweeka czy najlepsza możliwa wiadomość na finał roku, czyli informacja, że Moja Superbohaterka jest w ciąży... ❤
Dziękujemy za olbrzyyyyymią porcję wiadomości z gratulacjami - szczerze nie spodziewaliśmy się, że aż tylu Was tu i na facebooku jest 😳 Dziękujemy, dziękujemy, dziękujemy!
Widząc jak duże zainteresowanie wywołała nowina o tym, że Tyna jest w ciąży czuje się zobowiązany by zaktualizować informację o ciąży tym, że w tygodniu poświątecznym odwiedziliśmy kilku lekarzy - leczenie Martyny zostało całkowicie przestawione na inne tory, dawki, skład i repertuar leków został całkiem zmieniony z najmniej przyjemnym przestawieniem się z warfaryny (tabletki) na zastrzyki z heparyny drobnocząsteczkowej bite codziennie w brzuch, ale to nic - damy rade bo jak nie my to kto ツ !?
Mamy nadzieję, że przyszły rok nie będzie gorszy bo ciężko by był jeszcze lepszy ツ
Duuuużo, duuuużo zdrowia w Nowym Roku wszystkim życzymy 🎇 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Cuda się zdarzają 👶 !!!

Siema! Święta, czas rodzinnych spotkań, życzeń i magicznej atmosfery w tym roku jest dla nas czasem jeszcze bardziej wyjątkowym... Od początku choroby lekarze mając do czynienia z młodą parą podkreślali na każdym możliwym momencie, że ciąża przy takim spustoszeniu organizmu i tak zaawansowanej chorobie jest rzeczą niemożliwą, że niestety, ale coś co jest największym marzeniem Tyny czyli rodzicielstwo się nie spełni, a daleko idące marzenia o dzieciach zostaną jedynie w sferze marzeń...badania prowadzone w kierunku tak tocznia jak i zespołu antyfosfolipidowego nie dawały też w sumie większych nadziei, a jednak...ten świąteczny, magiczny czas zaowocował i u nas - więc oficjalnie mogę powiedzieć - T Y N A  J E S T  W  C I Ą Ż Y !!!
Po tych słowach cokolwiek bym napisał okaże się banałem, będzie zbędne, ale pamiętajcie - NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJCIE, nawet gdy droga do realizacji marzeń jest bardzo daleka i kręta to pamiętajcie, że co by się nie działo - nie poddawajcie się i bądźcie silni..…

Choroba a wygląd...

Siema!
Ostatnio wrzuciłem na fanpage zdjęcie Martyny na którym widać było jak mocno przybrała na wadze przez sterydy w pierwszych miesiącach stosowania, w momentach gdy dawka na porządku dziennym wynosiła 80-100 mg (teraz ich dawka waha się w granicach 8-10 mg)... Zdjęcie z pewnością wielu z Was wprawiło w osłupienie i własnie dlatego chciałbym teraz w tym poście pochylić się nad tym aspektem. Cóż - toczeń sam w sobie z pewnością zmienia wygląd kobiety - zmiany skórne są na tyle wyraźne, że motyl motyla praktycznie zawsze pozna (charakterystyczny rumień na twarzy przypominający motyla). Jednak u Tyny zmiana w wyglądzie na początku nie była wywołana zmianami skórnymi, a konsekwencją przyjmowania olbrzymich dawek sterydów.  W ciągu zaledwie niespełna miesiąca przytyła ponad 15 kilogramów przez co nie czuła się najlepiej, nie tylko przez wygląd, ale i fizycznie gdy przyszło nosić o kilkanaście kilogramów więcej w momencie gdy organizm jest osłabiony... Poniżej prezentuje zdjęcie jak Mart…

Niestety...

Siema...
Od dwóch dni zabieram się do napisania tego posta, niestety co chciałem się "spiąć" i napisać nie udało się, wyłączałem kartę z nowym postem...dziś jednak usiadłem, zebrałem myśli i piszę...
Tydzień temu mieliśmy wizytę u prowadzącego ciąże ginekologa na którą mieliśmy się zgłosić z pełną historią badań wykonanych między wizytami celem ustalenia dalszego leczenia - czy będzie to wymagane w środowisku klinicznym czyli na oddziale aż po rozwiązanie czy też wystarczy w trybie ambulatoryjnym...i tu wspaniała wiadomość - wyniki wzorowe, wystarczy prowadzić ciąże ambulatoryjnie kontrolując ją poza środowiskiem klinicznym ツ
Pozostało już tylko zrobienie rutynowego badania USG i tu kończy się trwająca od dwóch miesięcy idylla...nie wykryto akcji serca, fasolka nie pulsowała jak podczas wcześniejszych badań...lekarz sam nie dowierzał szukając z uporem maniaka akcji serduszka, jednak mimo usilnych prób...bez rezultatu opuścił wzrok oznajmiając coś co po długie lata będzie obij…