Przejdź do głównej zawartości

8⃣ lat - jak ten czas leci!

Siema!
"Nowy Rok - Nowy Ja!" rozbrzmiało w tysiącach Polskich domów 💪
My nie planujemy w nowym roku nic poza jednym - być szczęśliwym przez 365 dni w roku by za rok o tej porze znów napisać, że TO BYŁ DOBRY DLA NAS ROK. Nie przez przypadek ten post powstaje w dniu dzisiejszym - tak się akurat składa, że jest to niedziela i zazwyczaj tego dnia pisze posty, ale w tym roku jest to jeszcze bardziej wyjątkowa niedziela - 6 stycznia to dla nas data w której nasze drogi się oficjalnie zeszły...❤
Ciekawie jak te 8 lat szybko zleciało, dopiero byliśmy młodziakami ze studiów jeżdzącym nad Jezioro Białe by się wyszaleć, a teraz już po 30stce szukamy raczej spokojnych miejsc lubiąc ciszę i spokój ツ Czy to już starość ツ?

Świętujemy dziś 8 rocznicę naszego związku - związku wystawionego na wiele ciężkich prób, którym nie udało się nas złamać ツ
Gdy tak patrzymy wstecz przeglądając stare zdjęcia utwierdzamy się w przekonaniu, że my to chyba chcemy się ze sobą zestarzeć ツ
A jak się zmieniliśmy przez te 8 lat? Sprawdźcie sami na poniższej galerii zdjęć ツ

To było piękne 8 lat ❤
Wierze, że przez ten rok znajdziemy dla siebie jeszcze więcej czasu aniżeli w poprzednim i kolejny rok zaowocuje jeszcze piękniejszymi wspomnieniami ツ

Komentarze

  1. Wszystkiego dobrego na 2019! Miło widzieć tak radosnych ludzi:)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

Cuda się zdarzają 👶 !!!

Siema! Święta, czas rodzinnych spotkań, życzeń i magicznej atmosfery w tym roku jest dla nas czasem jeszcze bardziej wyjątkowym... Od początku choroby lekarze mając do czynienia z młodą parą podkreślali na każdym możliwym momencie, że ciąża przy takim spustoszeniu organizmu i tak zaawansowanej chorobie jest rzeczą niemożliwą, że niestety, ale coś co jest największym marzeniem Tyny czyli rodzicielstwo się nie spełni, a daleko idące marzenia o dzieciach zostaną jedynie w sferze marzeń...badania prowadzone w kierunku tak tocznia jak i zespołu antyfosfolipidowego nie dawały też w sumie większych nadziei, a jednak...ten świąteczny, magiczny czas zaowocował i u nas - więc oficjalnie mogę powiedzieć - T Y N A  J E S T  W  C I Ą Ż Y !!!
Po tych słowach cokolwiek bym napisał okaże się banałem, będzie zbędne, ale pamiętajcie - NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJCIE, nawet gdy droga do realizacji marzeń jest bardzo daleka i kręta to pamiętajcie, że co by się nie działo - nie poddawajcie się i bądźcie silni..…

Choroba a wygląd...

Siema!
Ostatnio wrzuciłem na fanpage zdjęcie Martyny na którym widać było jak mocno przybrała na wadze przez sterydy w pierwszych miesiącach stosowania, w momentach gdy dawka na porządku dziennym wynosiła 80-100 mg (teraz ich dawka waha się w granicach 8-10 mg)... Zdjęcie z pewnością wielu z Was wprawiło w osłupienie i własnie dlatego chciałbym teraz w tym poście pochylić się nad tym aspektem. Cóż - toczeń sam w sobie z pewnością zmienia wygląd kobiety - zmiany skórne są na tyle wyraźne, że motyl motyla praktycznie zawsze pozna (charakterystyczny rumień na twarzy przypominający motyla). Jednak u Tyny zmiana w wyglądzie na początku nie była wywołana zmianami skórnymi, a konsekwencją przyjmowania olbrzymich dawek sterydów.  W ciągu zaledwie niespełna miesiąca przytyła ponad 15 kilogramów przez co nie czuła się najlepiej, nie tylko przez wygląd, ale i fizycznie gdy przyszło nosić o kilkanaście kilogramów więcej w momencie gdy organizm jest osłabiony... Poniżej prezentuje zdjęcie jak Mart…

Niestety...

Siema...
Od dwóch dni zabieram się do napisania tego posta, niestety co chciałem się "spiąć" i napisać nie udało się, wyłączałem kartę z nowym postem...dziś jednak usiadłem, zebrałem myśli i piszę...
Tydzień temu mieliśmy wizytę u prowadzącego ciąże ginekologa na którą mieliśmy się zgłosić z pełną historią badań wykonanych między wizytami celem ustalenia dalszego leczenia - czy będzie to wymagane w środowisku klinicznym czyli na oddziale aż po rozwiązanie czy też wystarczy w trybie ambulatoryjnym...i tu wspaniała wiadomość - wyniki wzorowe, wystarczy prowadzić ciąże ambulatoryjnie kontrolując ją poza środowiskiem klinicznym ツ
Pozostało już tylko zrobienie rutynowego badania USG i tu kończy się trwająca od dwóch miesięcy idylla...nie wykryto akcji serca, fasolka nie pulsowała jak podczas wcześniejszych badań...lekarz sam nie dowierzał szukając z uporem maniaka akcji serduszka, jednak mimo usilnych prób...bez rezultatu opuścił wzrok oznajmiając coś co po długie lata będzie obij…