Przejdź do głównej zawartości

Posty

Szósta rocznica czyli największy spontan ever... ツ

Sieeeeeeeema! Za nami kolejna rocznica na której świętowanie wpadliśmy dosłownie w jej przeddzień i chyba to było coś najbardziej szalonego co zrobiliśmy w tym wyjątkowym dla nas okresie ツ Oczywiście wypuszczenie pierwszego wpisu na tym blogu przez totalnego amatora (co się po dziś dzień nie zmieniło), zdobycie szczytu w drugą czy też objechanie Polski dookoła autem też było czymś "odstrzelonym", ale...zrobienie autem 3100 km w 4 dni na południe Europy jest chyba tym numerem jeden jeśli chodzi o spontaniczność ツ Ale po kolei, na spokojnie bo jest co opisywać, a i zdjęcia będą ツ Jak wielu z Was może wiedzieć pracuje w Krakowie przy lotnisku Balice w firmie wypożyczającej samochody - praca dla mnie interesującego się motoryzacją bardzo fajna, ciekawa i co było dla mnie najważniejsze po przesiedzeniu lat w biurze sklepu nie monotonna. Teraz siedzę w dalszym ciągu za biurkiem jednak dynamika tej branży wykręcona jest do granic niemożliwości co jest...bardzo fajne, ...

Już wkrótce 6 lat...szczęśliwa szóstka ?

Siema! kończy się czerwiec, wkrótce mrożący jak co roku krew w żyłach lipiec, którego drugi dzień rozpoczął przed sześcioma laty zmienił Tynę na TynęTRU, nie zmienia się jednak jedno - to dalej ta sama Wojowniczka przez duże "W"  ツ Jak wiecie z lat poprzednich ten 2 lipiec jest dla nas dniem wyjątkowym i chcieliśmy zawsze w jakiś sposób zapamiętać ten dzień w roku w sposób wyjątkowy - niestety obecna sytuacja epidemiczna i stan Martyny średnio nam pozwala na wszelką brawurę jednak wierze, że uda się nam zapamiętać ten dzień równie wyjątkowo jak wszystkie poprzednie w których to zwiedziliśmy całą Polskę, zdobyliśmy szczyt górski czy odwiedziliśmy miejsce w którym tak naprawdę wszystko się zaczęło - o wszystkich rocznicach przeczytacie w lipcowych postach lat ubiegłych, a tymczasem prosimy Was o pomoc w znalezieniu pomysłu na tą szóstą rocznicę - macie jakieś propozycje ツ ? Dajcie znać w wiadomościach i komentarzach - wybierzemy najlepszy z pomysłów ツ

Powrót do Krakowa ツ Pandemio, giń!

Sieeeeeema! Witamy spod Wawelu - wróciliśmy do Krakowa po blisko trzech miesiącach w rodzinnych stronach - wszystko zaczyna powoli wracać do normy, od najbliższego wtorku przywracane są do Polski połączenia międzynarodowe w związku z otwarciem granic więc i zawodowo wracam do życia gdyż jak możecie niektórzy wiedzieć pracuje przy lotnisku Balice przez co ostatnie miesiące były dość stresujące...ツ W końcu też możemy normalnie udać się na badania, wizyty, już w dniu jutrzejszym jedziemy z rana sprawdzić co tam w Tynie słychać, jak wyniki oraz do kontroli immunologicznej. Póki co odpuścimy jednak rehabilitację ambulatoryjną, skupimy się w dalszym ciągu na pandemicznej formie rehabilitacji czyli tej prowadzonej w domowym zaciszu ツ Mam nadzieję, że i Wy przetrwaliście jakoś ten trudny dla wszystkich czas, oczywiście dalej nie zapominamy o podwyższonym zagrożeniu dla osób z chorobami współistniejącymi (w ogóle to ten zwrot za każdym razem przyprawia nas o dreszcze!) dlatego i Was...

Jest decyzja z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych!

Siema! Jest! Jest! Jest decyzja! Po ponad półrocznym oczekiwaniu, a dokładnie to po 7 miesiącach, dwóch komisjach, odsyłaniu papierów z zakładu do zakładu ZUS określił się ws. przyznania kontynuacji renty dla Tyny. Zanim dojdziemy do finału przypomnę pokrótce jak to wyglądało. Pierwsza komisja - decyzja pozytywna, do 30 dni ma przyjść oficjalne pismo do z ZUSu, przychodzi jednak odmowa gdyż podczas przekazywania informacji ktoś podważył słuszność decyzji lekarza orzecznika zatem poinformowano nas o oczekiwaniu na wezwanie na kolejną komisję - ta odbywa się po kolejnych tygodniach oczekiwania, a o decyzji jak wcześniej mamy zostać poinformowani drogą pocztową i tu w ostatnim ustawowym tygodniu oczekiwania przychodzi informacja, że w suuuumie to oni nie wiedzą co to zrobić więc prześlą całą zebraną dokumentację do Warszawy, która odniesie się do decyzji zaocznie, a nam kazano uzbroić się w cierpliwość. Kolejne pismo miało rozwiać już wszelkie wątpliwości i rozwiało na pewno jedn...

Wolność! Pierwszy spacer!

Siema! Kwarantanna narodowa powoli zaczyna dobiegać ku końćowi, obostrzenia wydają się być co raz łagodniejsze odważyliśmy się zatem na pierwsze wspólne opuszczenie domu - tak na dobrą sprawę było to pierwszy taki wspólny spacer od yyy...lutego? Sam już nie pamiętam, ale z tego co dobrze kojarzę to od początku marca Tyna już siedziała zamknięta w izolacji, a i wcześniej pogoda nie zachęcała do spacerów szczególnie osoby z niedowładem, który powoduje sztywność kończyny dolnej już poniżej temperatury 10*C. Poprzednie wyjścia były związane wyłącznie z wizytą u lekarza oraz badaniami laboratoryjnymi - nawet nie wiecie jaka radość była w Tynie gdy ta mogła pierwszy raz wyjść tak bez kojarzenia spaceru z białym fartuchem ツ Pewnie zastanawiacie się gdzie odbył się ten pierwszy spacer i dlaczego właśnie o nim chciałem napisać więc już wyjaśniam co w nim było takiego wyjątkowego, otóż...wróciliśmy wspólnie do miejsca w którym Martyna powiedziała swoje "TAK" na widok wyciągn...

Chorowanie w czasach zarazy...

Siema! Ho ho, kopę lat chciałoby się powiedzieć - dawno coś tu pisałem i tak naprawdę nie mam na to specjalnego wytłumaczenia - świat się zatrzymał, a razem z nim my - niemalże wszystkie zaplanowane wizyty lekarskie zostały odwołane, a jedyny kontakt jaki mamy z lekarzami to ten on-line tudzież telefoniczny...no, jest jeden mały wyjątek lekarski, ale o tym opowiem w swoim czasie... Od poprzedniego posta za wiele się nie zmieniło - totalna izolacja, a tylko miejsce jej odbywania się zmieniło, wróciliśmy do mojego domu rodzinnego gdyż i ja w miejscu pracy na obecną chwilę nie mam czego szukać, a pracę mogę wykonywać zdalnie. Wróciliśmy do Radymna, tu jakby nie było jest troszkę więcej "wybiegu" niż w naszym 19 metrowym, wyposażonym w jedno okno mieszkaniu w Krakowie. Grzecznie słuchamy się zaleceń w okresie pandemii - nie wychodzimy w domu, a jak już trzeba to wyłącznie robię to ja jeżdżąc na duuuże zakupy raz w tygodniu, które w zupełności nam wystarczają na ten cza...

COVID-19, koronawirus, arechin i inne, które sprawiają, że strach ma wielkie oczy...

Siema! Ten temat musiał się przewinąć także i przez tego bloga - nie sposób przejść obok niego obojętnie tym bardziej, że posiada kilka wspólnych mianowników z Tyną... Spokojnie! Tyna nie jest zarażona, od kiedy tylko wirus pojawił się w Polsce Martyna opuszczała tylko dom w jednym tak naprawdę przypadku - celem wyjazdu do szpitala we Wrocławiu o którym wspomnę na końcu by nie rozmywać tematu głównego więc wracamy - do łączy Tynę z wirusem?Niestety nic dobrego jej nie łączy, w związku z kumulacją chorób w swoich 45 kilogramach jest w grupie podwyższonego ryzyka, niestety też jednym proponowanym na dziś lekiem jest ten zakazany dla Martyny czyli arechin, który stosowała zanim to było modne bo takie mam wrażenie gdy czytam pojawiające się zapytania o treści "Nie posiadam zdiagnozowanego koronawirusa, czy warto brać arechin profilaktycznie?" Jeśli i w Twojej głowie pojawiło się takie pytanie to odpowiem zgodnie z moją wiedzą - NIE. Boimy się, nie ma co kryć - zapasy pł...