Przejdź do głównej zawartości

Posty

Lublin #30!

Siema! Zawsze tworząc nowy wpis zaglądam co było w poprzednim by kolejny wpis był niejako kontynuacją, czy było w nim coś do czego powinienem nawiązać w kolejnym, odpowiedzieć na coś co wcześniej było niewiadomą - tym razem nie musiałem tego robić bo doskonale wiem o czym był poprzedni post... Ten nie będzie nawiązaniem do poprzedniego z oczywistego powodu, a jedynym punktem zaczepnym będzie zdanie relacji z pobytu w Klinice Układowych Chorób Tkanki Łącznej i Reumatologii w SPSK4 przy ul. Jaczewskiego w Lublinie z obawą, że po tym wszystkim co się ostatnio wydarzyło organizm Tyny rozregulował się na całego... Udaliśmy się na pobyt w założeniu jednodniowy  z nadzieją, że w piątek nie zapadnie decyzja o hospitalizacji Tyny bo gdyby tak się stało wiązałoby się to z dłuższym pobytem poprzez weekend, który wydłużyłby wszelkie poważne decyzje co najmniej do poniedziałku i dalej...na szczęście jednak okazało się, że wyniki są wystarczająco dobre, że wystarczy taki jednodniowy po...

Niestety...

Siema... Od dwóch dni zabieram się do napisania tego posta, niestety co chciałem się "spiąć" i napisać nie udało się, wyłączałem kartę z nowym postem...dziś jednak usiadłem, zebrałem myśli i piszę... Tydzień temu mieliśmy wizytę u prowadzącego ciąże ginekologa na którą mieliśmy się zgłosić z pełną historią badań wykonanych między wizytami celem ustalenia dalszego leczenia - czy będzie to wymagane w środowisku klinicznym czyli na oddziale aż po rozwiązanie czy też wystarczy w trybie ambulatoryjnym...i tu wspaniała wiadomość - wyniki wzorowe, wystarczy prowadzić ciąże ambulatoryjnie kontrolując ją poza środowiskiem klinicznym ツ Pozostało już tylko zrobienie rutynowego badania USG i tu kończy się trwająca od dwóch miesięcy idylla...nie wykryto akcji serca, fasolka nie pulsowała jak podczas wcześniejszych badań...lekarz sam nie dowierzał szukając z uporem maniaka akcji serduszka, jednak mimo usilnych prób...bez rezultatu opuścił wzrok oznajmiając coś co po długie lata będzie...

Szczęśliwa "Siódemka" 👩‍❤‍👨

Siema! Jak rozpoczął się dla Was nowy rok? Mam nadzieję, że dobrze jak u nas - wyniki Martyny w dalszym ciągu są na bardzo fajnym poziomie dzięki czemu ze spokojem czekamy na kolejną wizytę sprawdzającą naszą pulsującą fasolkę bo na ostatnim badaniu widać było już jak pulsuje od bicia serduszka ツ Dziś, 6 stycznia, święto "Trzech Króli", dzień ustawowo wolny od pracy - dla nas to jednak nie wszystko - to tą kartkę z kalendarza wydzieramy z sentymentem ponieważ na dziś datujemy początek naszego związku - dziś mija siedem lat jak postanowiliśmy iść razem przez życie...👣 Sporo zmieniliśmy się przez te 7 lat, Martyna się rozchorowała, ja się zapuściłem, od kiedy jesteśmy razem mieszkaliśmy już w Rzeszowie, Radymnie, Lubaczowie i teraz Krakowie, zmieniły się priorytety, zmieniły się możliwości, ale nie zmieniło się jedno - Tyna to w dalszym ciągu ta sama kobieta którą pokochałem przed laty i mimo wszystkiego co nas zmieniło na przełomie lat nie zmieniło się jedno - jesteś...

Żegnaj 17, witaj 18!

Siema! Koniec roku to czas przemyśleń i podsumowań - tak też tradycją lat ubiegłych zakończę i ten rok...ツ To był dla nas bardzo dobry rok w którym znaleźliśmy czas tak na pracę jak i odpoczynek - służbowo moja pozycja w firmie się ustabilizowała, wdrożyłem się na całego w pracę podjętą pod koniec ubiegłego roku i szczerze powiedziawszy nie widzę się w obecnej chwili w innym miejscu tym bardziej, że obecna praca pozwala mi podzielić obowiązki służbowe z prywatnymi czyli opieką nad Tyną (z tego miejsca ukłon w kierunku Pracodawcy!)  Zdrowotnie stan Tyny ustabilizował się, można powiedzieć, że od roku choroba jest już w remisji i nie postępuje, a jest to tak naprawdę olbrzymi sukces w tej chorobie bo nie da się jej zatrzymać, a jedynie wstrzymać - podsumowując 2017 - Tyna 1:0 TRU. Udało nam się odpocząć tak jak najbardziej lubimy czyli aktywnie przemierzając chociażby Polskę wzdłuż jej granicy "celebrując" kolejną rocznicę choroby czy też odbywając półdarmowa wycieczka...

Cuda się zdarzają 👶 !!!

Siema! Święta, czas rodzinnych spotkań, życzeń i magicznej atmosfery w tym roku jest dla nas czasem jeszcze bardziej wyjątkowym... Od początku choroby lekarze mając do czynienia z młodą parą podkreślali na każdym możliwym momencie, że ciąża przy takim spustoszeniu organizmu i tak zaawansowanej chorobie jest rzeczą niemożliwą, że niestety, ale coś co jest największym marzeniem Tyny czyli rodzicielstwo się nie spełni, a daleko idące marzenia o dzieciach zostaną jedynie w sferze marzeń...badania prowadzone w kierunku tak tocznia jak i zespołu antyfosfolipidowego nie dawały też w sumie większych nadziei, a jednak...ten świąteczny, magiczny czas zaowocował i u nas - więc oficjalnie mogę powiedzieć - T Y N A  J E S T  W  C I Ą Ż Y !!! Po tych słowach cokolwiek bym napisał okaże się banałem, będzie zbędne, ale pamiętajcie - NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJCIE, nawet gdy droga do realizacji marzeń jest bardzo daleka i kręta to pamiętajcie, że co by się nie działo - nie poddawajcie...

Grudzień, czyli miesiąc szybszy od pozostałych...

Siema! Wiem, wiem, dawno mnie tu nie było i nie mam nic, ale to absolutnie nic na swoją obronę - praca to nie wymówka, na głupoty i tak zawsze znajduje czas ツ Pamiętacie ostatni wpis o tym jak to nic nie szło? Na szczęście następny dzień był już o wiele lepszy - udało nam się wyrobić paszporty i to bez kolejki, złożyliśmy wniosek o dodatek na rehabilitację w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Lubaczowie który miejmy nadzieję, że zostanie  przyjęty w przeciwieństwie do naszego kochanego ZUSu (❤) o którym w poprzednim poście pisałem. Później po takich dwóch rozbitych dniach trzeba było nadrobić zaległości w pracy, Tyna na rehabilitacji o i tak się dobrze nie oglądnęliśmy i kolejne tygodnie za nami... Wkrótce Święta, Sylwester, Nowy Rok i kolejne wyzwania.i cele, a taki wyznaczyliśmy sobie już teraz, ale o tym wkrótce ツ Święta spędzimy zapewne w szybkim tempie, jeden dzień u rodziny od strony Tyny, drugi ode mnie i powrót do Krakowa. Będą to pierwsze takie nasze św...

Jak nie idzie to nie idzie...

Siema! Całe szczęście dzień dobiega końca i to już jego ostatnie godziny... Zauważyłem chociażby po dniu w którym Tyna złamała nieszczęśliwie rękę, że jak rano coś pójdzie nie tak to do końca dnia taka passa trwa. Rzadko to się zdarza, całe szczęście, ale jak wtedy od rana oparzone stopy skończyły się złamaniem ręki i wizytą w szpitalu tak dziś dzień zaczął się również słabo, ale po kolei... W związku z otrzymaniem renty i orzeczeniem całkowitej niezdolności do pracy złożyliśmy wniosek o dodatek opiekuńczy przysługujący rencistom z ZUSu - fortuna to to nie jest bo 200 zł, ale już byłoby na dwie godziny rehabilitacji czy też 5 paczek Plaquenilu. Wizyta umówiona na godzinę 11:00 więc rano czas wyjeżdżać, a tam już pierwsza niespodzianka zwiastująca ciąg dalszy dnia - tył samochodu został dość mocno przetarty przez inny samochód, a sprawcy brak...trzeba będzie już pomalować ten zderzak by nie straszyć samochodem...nic, jedziemy dalej bo nie ma czasu, tym się będę później martwić....